sobota, 16 stycznia 2016

Mam wciąż w głowie piosenkę z przed kilku dni. Przyśniła mi się.  Była piękna, była smutna, brzmiała żałobnie, a gdybym mogła nadać jej postać fizyczną byłaby suchymi różami z mojego notatnika tuż przy dacie, w której umarliśmy w sobie nawzajem. Byłeś tam. Jesteś królem moich snów, a sam wiesz, jakich obrazów najwięcej odtwarza się za ścianą moich powiek. Nie możesz być więc dumny. 
Mogłabym Cię teraz potrzebować, ale przypomniałam sobie, że to iluzja serca, które czasem jeszcze o Tobie pamięta. Nic więcej, nic mniej. Niemy krzyk wspomnień, w których Cię doglądam, w których jeszcze nie wiem, że jesteś moim ślepym końcem, drogą, u której kresu czeka mnie przepaść. Przepaść, która stała się moim domem, w której bez Ciebie jest cicho i bezpiecznie. Już nie muszę topić się w strachu, że czyjaś niemiłość wyrwie mi serce, wystudzi ciało i zniknie na dobre. Mam to za sobą. 


// love is the funeral of hearts //