czwartek, 21 listopada 2013

Próbuję napisać coś od kilku godzin. Czuję się jak rozerwana i wypluta kartka z ledwo widocznym, krótkim tekstem napisanym przez analfabetę. Cała jestem błędem. Dzisiaj, wczoraj, jutro. 
Rusz, nie czekaj na zeszłoroczne lato. Przyjdzie następne. I będzie najpiękniejsze. Jeszcze bardziej, niż myślisz, że może być. Próbuję Ci uwierzyć, jesteś jak odrobina słońca w mojej zimie życia. Dam Ci rękę, znowu. Znowu ją puszczę. Czego się boisz? My się nigdy nie kończymy. Właśnie tego. Często zapominam o Tobie, bo odkryłam, że są lepsi ludzie, dla mnie. Choć nie wiem, jak mogę być tego pewna, skoro i oni odeszli. Nie o Tobie są wiersze ostatniego roku. Nie o Tobie słucham piosenek. Potykam się o tęsknoty. Moje istnienie zawiera jakiś nieznany naturze błąd, autodestrukcja musi być trucizną w moich żyłach. 




i need u, but how many times can i die?