środa, 8 maja 2013

Kawa. Trochę poranka, trochę tęsknoty do słońca, kiedy mam go pod dostatkiem. Trzecia rano, insomnia, trująca, gorzka, cierpka i bez krzty nadziei. Nie zasypiam, nie budzę się rano. Od miesiąca nie miałam w dłoniach mojego notatnika, od miesiąca żadna liryczna spowiedź nie oczyściła mojej duszy, jak mogę się dziwić, że jestem cieniem? Patrzę wypalonymi oczyma, dotykam wyszczerbioną filiżanką, pachnę zgniłymi kwiatami, smakuję jak zeszłoroczne jagody, które zostawiłam na pastwę losu, na strychu, zmarły, nim wróciła mi o nich pamięć. Kolejne ziarno zniszczenia zasiane, jaką jestem perfekcjonistką w destrukcji! Jak bardzo muszę mieć to w sobie, jak mocno to jest wpisane w moją naturę. 
Papieros. Pieprzona zapalniczka gra ze mną w chowanego. Chwytam ją w zasięg wzroku, z impetem, małą złością, jak gdyby to była jej wina, że za każdym razem odkładam ją w inne miejsce. Drażni mnie wszystko wokół. Złoszczę się na swoje nieudolności, choć przed światem skrzętnie to ukrywam, obarczając go winą za wszystkie moje pomyłki. Co mam jeszcze zrobić? Jaką górę muszę przenieść, żeby naprawdę poczuć się, jak wtedy? Cztery miesiące bez słów to dużo. O cztery za dużo, wiesz. 









Hej, wreszcie mam dla ciebie trochę czasu, możesz wrócić.