piątek, 15 lutego 2013

Wypłakałabym całą tę miłość. Każdy jej gorzki skrawek, zlizałabym krew z białych, koronkowych falbanek, Ciebie częstując wiecznością bólu w moich oczach. Przypuszczam, że zwariowałabym. Tylko kot, niczego nie świadomy czułby się bezpieczny w mojej obecności. Sądzę, że przesadzałabym martwe kwiaty, cztery raz dziennie, katując je brakiem światła w piwnicy. Pisałabym listy długości mojego warkocza, zostawiała na nich swój zapach, jak niegdyś serce pod Twoim domem. I dalej niosłoby mnie to szaleństwo, czasem rozkosznie poprzez błękitne nieba, kiedy wracasz i zawsze w zimnej ziemi, między milionem różnego robactwa, które ukochało moje ciało, które piło moją duszę. 
To już nie ja, odeszłam. Nadzieję mam nie patrzeć wstecz. Nadzieję mam wrócić życie kwiatom, pozwolić im od nowa poznać światło. 




siarczane cudzołóstwa nękają we śnie.