piątek, 8 lutego 2013

Rozstępują się przed nim morza, mój mały bożek. Moja smutna dziecina, która nie przewiduje, że to koniec. Szaleństwo nie będzie nas dłużej łączyć, obłęd musi odejść i doprawdy - każdy krok to przestrzeń między mną, a tobą, wielka i pusta. Wierzchołek nie do zdobycia. Spoglądam na nią, przez lustro czuję ją ciepłą. Jest rozgrzaną łąką, nad którą wiosna rozpoczęła żmudną, lecz wkrótce owocną pracę. Odchodzę, jak świt, zostawię po sobie ciemność, uśmiechnę się, jak robię to teraz. Nie wracaj, nie ma mnie tu. 





gdyby moje usta mogły poślubić ranę taką jak ta!