niedziela, 17 lutego 2013

Jakie pożegnania lubisz najbardziej? Ciche, bezszelestne, z jednym spojrzeniem, muśnięciem ręki, może nawet nieznacznym uśmiechem, kruchą łzą, czy jednak te napiętnowane emocjami, wszystkimi, głośnym śmiechem, krzykiem, szturchnięciem, szarpnięciem, trzaskaniem drzwi? Niech to kończy się, bym sama mogła się zacząć. By odsłonić zasłony i wpuścić światło. By świeże powietrze wypełniło tę pustą pierś, dobre jak chleb. 


Całe szczęście, że ruszyłam się wczoraj z domu. Nie miałam siły, ochoty, wszystko we mnie krzyczało stanowcze - NIE, ale zebrałam się i pokusiłam o pub, a potem małą domówkę u Meli i Radka. O ile średnio pamiętam powrót do domu, tak doskonale zapisane w pamięci mam uszkodzenie swojej twarzy, spowodowane upadkiem w twardy lód, który pomyliłam z mięciutkim śniegiem. Morda zdarta, siniaki tajniaki, czyli mam, ale nie wiem jak to się stało - również są, impreza całkowicie udana i całkowicie ożywcza!  Czas leci mi w tym Sztokholmie bardzo szybko, a za niecały miesiąc zobaczę moje Potworki i to też pozytywnie mnie nastraja. Tęsknię! 





płynąca krew przypomina ciemny owoc- efekt, kosmetyk.