środa, 3 października 2012

happines

Jestem z powrotem w Sztokholmie. Podróż wyssała ze mnie resztki i tak marnych sił, które spożytkowałam przez te kilka dni z Nimi. Jakże wspaniale było poczuć przez chwilę wszystko to, co czułam zanim się rozstaliśmy. Przy Nich zapominam o wszystkim, nic złego nie ma znaczenia, czuję się jak w mydlanej bańce, którą nie sposób zniszczyć jednym, ledwo wyczuwalnym dotknięciem. 
Szaleństwo, które obezwładnia nas razem działa na mnie tak kojąco. I to tak cholernie irytujące, że nie mogę być bliżej, najbliżej i przytulić i trzymać za rękę i słuchać. Tyle. 

Przez ostatni czas w mojej głowie nie pojawił się nawet Jego cień, ani razu nie słyszałam Jego głosu, nie trzymałam go w najcieplejszych myślach przed zaśnięciem. Ale teraz wróciłam, mam czas na kawę, na melancholię i nostalgię, które jesienią towarzyszą mi niemalże codziennie. Mam również najczulsze wspomnienia, a ilekroć chcę przywołać najczarniejsze sceny, widzę Twój uśmiech i od nowa zamieniam się na miejsca z Alicją błąkającą się po Krainie Czarów.


Planowałam od dawna zmianę koloru włosów, niezwykle trudno było mi się pożegnać z ombre, ale cóż - stało się! Jestem zadowolona z efektu, cholernie lubię moje nowe włosięta, choć pewnie pokuszę się o kolejną sesję rozjaśniania. Dziękuję, droga Aleksandro! Za zmianę na mojej głowie i... Cierpliwość! 


***
Zastanawiam się, jak to możliwe, że jeszcze nie zasnęłam, zmęczenie czuję zewsząd, najwyższa pora uśmierzyć tę mękę i zmrużyć oczęta. Dobranoc!