czwartek, 5 lipca 2012

seaside

Od trzech pieprzonych lat nigdy nie czułam się tak samo, jak teraz. Mam wrażenie, jakbym zasnęła na jakiś czas mocnym snem i teraz właśnie otwieram oczy, żyję, śmieję się, podziwiam wszystko wokół. Nie obchodzi mnie nic, co za mną, nie stanowi to dla mnie żadnej świętości, moja pamięć o Tobie nie jest już moim ulubionym miejscem. Weź wszystko, co chcesz, zrób co chcesz, spal, zniszcz, zabij, nie jestem w stanie poczuć nic, całkowicie nic. Jak pięknie jest się obudzić,
uśmiechać, nie bać się spojrzeć na słońce. Popatrzeć na siebie i nie widzieć już zbłąkanego i zaszczutego więźnia. Popatrzeć na siebie i czuć się tak prawdziwie wolnym, zupełnie niezależnym od tęsknoty i uczucia pustki. To śmieszne - mieli rację, widzę to z perspektywy czasu. Ale jestem niezmiernie wdzięczna losowi, niczego nie żałuję, cholera - byłabym hipokrytką, gdybym napisała, jak to Cię nienawidzę, i jak usiłuję wymazać Cię z pamięci. Nieprawda. Nie darzę Cię żadną nienawiścią, choć byłoby mi znacznie łatwiej. Ale to koniec, idę do przodu, nie zajmujesz już najwyższej półki w moim sercu, nie boję się dać sobie szansy i cieszyć się życiem. Patrz, właśnie to robię i idzie mi doskonale. Wiem, że też się cieszysz.
Oddałam się tak bardzo, że ciężko mi było odnaleźć drogę powrotną. Znalazłam ją. Znalazłam w sobie nieskończenie wiele siły i wiary i bardzo chciałabym się nimi z Wami podzielić, wiem jak bardzo potrzeba światu odrobiny ciepła i nadziei. Chętnie się podzielę, chętnie odmienię czyjeś życie, pobędę blisko, dopilnuję wszystkich snów. Chcę rozdać całe dobro, które mam w sobie.
Nieprawdopodobne, zgubiłam egoizm, nie zapomnijcie tego rozgłosić.





honestly, wish you luck