piątek, 20 lipca 2012

keeper

Próbuję nie być żadnym jego końcem, rozumiesz. Uczucia grają teraz role zbędnych, zepsutych zabawek, przynajmniej te moje. Może źle to zabrzmi, może chłodno - nie dbam o to - tak jest mi wygodniej, to jak chodzenie po letniej, nagrzanej łące. To nic wielkiego. Potrzebne było mi ciepłe i miękkie serce, bo takie najprościej spoić strachem i zabić. Chciałam tylko w żyznej ziemi - Tobie - zasiać nicość. Wszystko po to, by po chwili pójść dalej, odejść na zawsze, na zawsze zapomnieć.
Starłam w pył kolejne dusze.


Młodo umrę, spalą mnie na stosie za moje szaleństwa. 







A już jutro wreszcie zobaczę moją kochaną Mamcię. Niby tydzień, a stęskniłam się w cholerę.