niedziela, 29 lipca 2012

happiness

Mam za sobą intensywne dni, tak jak sobie obiecałam - przed wyjazdem robię wszystko, by nie tęsknić za mocno i nie za szybko. Pokomplikowały mi się plany z Woodstockiem, wypadło mi coś naprawdę ważnego pierwszego sierpnia i nie jestem w stanie tego poświęcić, możliwe że nawet nie chcę. Najprawdopodobniej dojadę drugiego wieczorem, znalazłam godnego towarzysza na dziewięciogodzinną drogę w pociągu. Jeśli coś mi się odwidzi, to zostanę tutaj z Anną, razem z jej wolną chatką, zapasem kawy, papierosów. Co brzmi równie atrakcyjnie.
Jest cholernie dobrze. Poznałam tyle nowych, ciekawych, intrygujących ludzi, mam nadzieję, że na dłużej zostaną w moim życiu. Są też tacy, których odkrywam od nowa, ich dotąd mi nieznane twarze, szczerość, przede wszystkim szczerość sprawia, że zaczynam się przywiązywać. Co i tak pewnie nie wyjdzie mi na zdrowie, wyjeżdżam, już szesnastego sierpnia, czasami o tym zapominam. Pojawię się tutaj dopiero na przełomie końca września i początku października. 
Właściwie - nie mogę doczekać się powiewu nowości, wielkiego miasta, innych ludzi. Większa część mnie niezmiernie się cieszy, a pozostałą i tak ledwo co słyszę. 

Mimo drobiazgów, kompletnie nieistotnych, jestem pewna, że nie wymyśliłabym sobie lepszego życia.



cześć jestem Nadia i lubię oglądać bajki z Pauą