poniedziałek, 4 czerwca 2012

CHILDREN

Uwielbiam małe dzieci. Mają w sobie taką naturalną bezpretensjonalność, są szczere, nie rozpamiętują złego, wystarczy im podanie ręki i krótkie 'zgoda', by całkowicie rzucić w zapomnienie konflikt o ulubioną zabawkę. A ileż szczęścia może dać taka malutka istota! Pewnie nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić.
Mam za sobą męczący weekend, poproszę tygodniowy urlop od życia, o. Mam tyle rzeczy zaplanowanych w głowie, a ciągle doba ma za mało godzin, a mnie samej czasami nie wystarcza na to wszystko energii. To już chyba nie lenistwo, choruję ostatnio na zwyczajną niemoc. Wykańczają mnie przygotowania do grudnia, nie ma dnia bym o tym nie myślała, to nie strach, po prostu jestem tym już wykończona, chcę to już za sobą. Nie chcę się usprawiedliwiać, ale to pewnie też w jakimś chorym stopniu jest przyczyną wszystkiego innego, coś składa się na coś, i tak cały czas, błędne koło. Męczą mnie też ludzie, nawet ich dobre intencje, nie - nie mam na myśli osób pierwszoplanowych w moim życiu.
Ani się obejrzę, nie będzie mnie tutaj i wszystko zmieni się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, chyba tego teraz potrzebuję. Zmiany. Dość gnicia w tej toksynie, dość kiszenia mózgu, jestem wolna, w każdym znaczeniu tego słowa - nie mogę o tym zapomnieć.





Niektóre historie są niedokończone, jakby zostały przerwane w połowie. A wtedy tkwią tym mocniej 
w nas, bo kiedy nie zamkniemy jakiegoś etapu, nie możemy przejść do następnego.