środa, 25 kwietnia 2012

VOICES

Nie zasnę, rano będę więc znowu żywym trupem.
Oddycham nikotyną, w szarym dymie widzę jaśniej. Nie zależy mi,  n i e   z a l e ż y . Mogłabym zostawić to bez słów, pójść do łóżka, zamknąć oczy, obudzić się rano. 
Wolę otwartymi oczyma patrzeć na sny, przykrywać się nieznudzonymi melodiami, patrzeć wstecz i  daleko przed siebie. Czemu do cholery nigdy nie zajmuję się tym czasem? Tym, który jest teraz. 
Dla jasności - mam ład i porządek, o wiele ich więcej, gdy dławię się obojętnością i kiedy przenika mnie na wylot świadomość o tym, że to znika.
Że zniknęło. 

Dzika wilgotna złość spływa na moją skroń
i rodzę się z nią. 

 To znowu ja.