poniedziałek, 31 grudnia 2012


Późna pora, whiskey, której sobie zdecydowanie dziś nie żałuję i z pewnością nie posiadam właśnie najtrzeźwiejszego umysłu, papierosy, na które tylko patrzę i Puscifer. Staram się pożegnać ten rok medytując nad własnym istnieniem i rozpatrując z zegarmistrzowską dokładnością każdy błąd, potknięcie, wszystkie moje naiwności. Z każdym dniem staję się pewniejszą kobietą, kim muszę być, kiedy ostatnia cyfra roku zmienia się na następną? Mam wiele tez. Według najprawdopodobniejszej za kilka lat stanę się zgorzkniałą jedzą, połykającą chłopców, jak On na śniadanie. Ale jeśli los okaże się choć odrobinę łaskawy znajdę miejsce na miligram uczuć, które pozwolą mi zatrzymać Go przy sobie na dłużej. Spokojnie, w moim przypadku słowa na dłużej oznaczają maksimum dwie doby. Zwykle za szybko budzi się we mnie potrzeba wolnej przestrzeni, obcowania tylko i wyłącznie z moim niszczycielskim alter ego, które jak niczego na świecie potrzebuje nieograniczonej wolności i swobody, bez znaczenia, czy to kosztem uczuć, Twoich uczuć, nawet Twoich uczuć. Dlatego tak Cię lubiłam, Kochanie. Dawałeś mi to, czego chciałam. Pojawiałeś się na skinienie palca i tak samo znikałeś, kiedy nudziła mnie nasza wspólna gra i potrzebowałam jedynie zimnego prysznica i kawy, budzącej moje uśpione zmysły. Bez żadnych zasad, żadnych obietnic, nie musieliśmy karmić się pięknymi słowami, żeby wierzyć w szczerość naszych uczuć. Wszyscy postrzegamy potęgę miłości inaczej. Mamy inne priorytety i potrzeby. Dla mnie najpiękniejszym dowodem miłości jest zaufanie. Bez względu ma to, jak oboje byliśmy szaleni, zaufanie zawsze stało na piedestale, dla mnie i dla Ciebie. Nasze dusze, choć różne od ciał były bliźniaczym rodzeństwem, Twoje serce było moim sercem, Twoje oczy widziały to, co moje i w chwilach, kiedy myślę nie do końca trzeźwo i racjonalnie, tak jak teraz, wiem że mimo czasu, który nas dzieli, jakaś część mnie zawsze będzie tylko Twoja. I cholera - wiem, że patrząc prosto w moje zimne oczy nigdy tego nie zobaczysz i całą sobą błagam, byś nigdy nie chwycił mojej dłoni, bo jej drżenie prawdopodobnie zdradzi Ci wszystko. 


poniedziałek, 24 grudnia 2012


Wiesz na czym polega nasz wspólny problem, skarbie? Chcemy cierpieć, kochamy ból bardziej niż siebie nawzajem i zamiast widzieć w sobie miłość swojego życia, patrzymy na siebie z toną ironii w oczach i satysfakcją, tak satysfakcją, że mamy przed sobą kogoś, kogoś doprawdy jedynego na świecie, kto zada najpiękniej rzeźbiony ból, kto z dozą wyrafinowania rozetnie wszystko i zniszczy, spali i wiesz? To wszystko budzi we mnie kobietę, która chce Cię bardziej niż jakakolwiek kobieta wcześniej i w swoich myślach, gdzie zabijam Cię trzy razy na sekundę jest też czas, w którym zdejmuję z Ciebie całą złość i mogę znaleźć w Twoich oczach najczystsze uczucia i najprawdziwsze niebo. I daję Ci całą siebie, i mam całego Ciebie i trzymam tę toksyczną miłość blisko siebie, bo chociaż teraz jestem jedynie cieniem, bezdźwięcznym głosem, piosenką bez słów i melodii, bez Ciebie byłabym niczym. 







Zmiany na głowie, zmiany w głowie, niezmiennie tylko w sercu.


wtorek, 18 grudnia 2012


Każda sekunda ciszy wypala we mnie czucie. Kochanie, nie masz zbyt wiele czasu, by poruszyć we mnie gorącą miłość, która uczyni mnie szaleńcem, wariatem, zabawką w Twoich dłoniach, której bateria nigdy nie może się wyczerpać. Jesteś tylko dzieckiem, bez obaw pozwalam Ci mnie szarpać, upuszczać na ziemię, rzucać w kąt. Być Twoim ulubionych pluszakiem. Dla chwili, kiedy zasypiasz ze mną.
Dla chwili, kiedy staję przed lustrem i dostrzegam w sobie małą Larę Croft. Kobietę tak niezniszczalną, że wszystko jedno, czy na końcu spróbujesz mnie zabić. Co może mi się stać? Kochanie, mam ciało z żelaza, wtopię Cię w siebie, nie ja muszę się bać.





powinnam mieć pamięć malarza albo rzeźbiarza , aby twój wizerunek nigdy mi nie zniknął.
jak mgła. jak szept. jak szron. jak złość.


piątek, 14 grudnia 2012



Słodko mijają mi dni tutaj, a to dopiero mały przedsmak. Najlepiej mi tak. 
Gdyby tylko nie jeden niuans. Jakże istotny, teraz.







niedziela, 9 grudnia 2012


Mogę wziąć wolne od świata, nawet od życia. Ale nigdy od Ciebie. Nie ma urlopu na miłość. Nie ma możliwości, bym wybrała dla siebie lepsze wakacje, niż te obok Ciebie. Na bezludnej wyspie - właśnie tym pokoju, na ciepłym piasku - Twoim ciele.


czwartek, 6 grudnia 2012


Dawno nikt nie miał władzy nad moim sercem. I było to tak bezpieczne, doprawdy. Żyłam wspomnieniami, kartkami z pamiętnika, powietrzem tak zakurzonym, że dusiłam się co sekundę na samą myśl pierwszej litery Jego imienia. Złamał mnie, zniszczył. To właśnie było TO wydarzenie. Akomodator. 
I teraz, gdy mój świat nabierał rumieńców, kiedy zobaczyłam w Nim kogoś, przed kim mogę odsłaniać każdą część mnie, wszystkie defekty i to co we mnie najlepsze - zabił mnie każdym słowem, sprawił że poczułam się jak nikt, nikt dla Niego, pusta przestrzeń przez którą przechodzi się bez żadnych emocji. I to tak boli.



nie było na świecie niedorzeczniejszej idiotki, karmiącej się słodkimi kłamstwami, połykającej truciznę, jak gdyby to był nektar.


wtorek, 4 grudnia 2012


Stałam się delikatna jak skrzydła nietoperzy, utknęłam w ciemnościach, więc i wszystko we mnie stało się czarne. Zima mnie zabija, dobrze o tym wiesz, zresztą to akurat może wiedzieć i sąsiad, który na tyle spodobał się bogom, że został uprzywilejowany podziwiać moje upadki tuż przed wejściem do domu, jak i te w trakcie gonitw na metro. Zabija mnie też noc. Na tyle męczeńsko, że nie potrafię zamknąć oczu, oderwać ich od znaków, które przypominają mi o tym, jak blisko, a jednocześnie, jak daleko jestem od zapomnienia. Gdyby nie te noce, gdy śnisz mi się bez snów, gdyby nie pamięć o tych najdelikatniejszych wargach, rękach rzeźbionych z myślą o kształcie mojego ciała, konstrukcji umysłu diabła w skórze boga. Tak mi ciężko Cię nienawidzić.
Mam takie kruche ręce, nogi, żebra, serce pod nimi. Ciebie w nim. Już nie tylko Ciebie w nim. Mimo tych ciepłych wspomnień, rodzi się we mnie wiosna, której nie sposób podpisać Twoim imieniem. Może błądzę, nie wiem, co czuję ani co robię, ale jest ktoś dla mnie o kogo troszczę się bardziej niż o zachowanie pamięci po Tobie.

poniedziałek, 26 listopada 2012


Każde słowo czuję ciepłem na mojej skórze, szybszym biciem serca i dreszczem, który przechodzi nie tylko po ciele, ale i duszy. Jest mi niebem i ziemią, tonę w ogniu, płonę w morzu, magia, która rozciąga się wokół Niego pochłania mnie po czubek głowy. 







no, i'm not alright
the stranger in the mirror is wearing my clothes
i wanna thrive not just survive

*

poniedziałek, 19 listopada 2012


Spaceruję właśnie po wyjątkowo kruchej warstwie lodu. Boję się ryzykować, boję się, że to co mam przepadnie bezpowrotnie w głębokim dole i jedynym miejscem, w którym będę mogła to potem odnaleźć staną się zimne, długie noce, w ogromnym łóżku, za drugą ścianą powiek.
W mojej głowie krwawe wojny, ratujesz resztki mnie, jak cud, jak święta woda, w której zanurzam każdą ranę i mogę patrzeć, jak znika powoli, przestaje krwawić i boleć.
I wszystko dzięki Tobie.
Właśnie dlatego tak się boję.


czwartek, 15 listopada 2012


Tak mi nagle źle. Mam w myślach kogoś, kogo najpewniej nie powinno tam być i zabija mnie świadomość, że jestem tak daleko i właściwie nic nie mogę zrobić. Krzywdząc tym samym wszystko, co jest na wyciągnięcie ręki. Ale nie mogę się oszukiwać. Boję się. 


środa, 14 listopada 2012


Wszystko zmienia się z prędkością światła, nagle i niespodziewanie. Jedyne, co mnie martwi, to fakt, że nie potrafię dostatecznie nasycić się tą kwitnącą euforią, w moich myślach - choć nie ma starych twarzy ze zdjęć - jest miejsce na kogoś, o kogo moje serce boi się machinalnie. A jakież to niekomfortowe i budzące obawy czuć, że ktoś stoi za sterami Twojego umysłu, choć nie znajduje się w promieniu metrów, a kilkuset kilometrów.


poniedziałek, 5 listopada 2012



Nie będę dziś damą, uroczo dobierającą słowa, z nienaganną fryzurą, makijażem i niewinnością Marylin Monroe.
Popatrz na mnie.
Nie jestem Twoim pieprzonym ideałem, jestem krukiem, uczynię z Twojego serca ucztę, pożegnam Cię kończąc martini z żałosną melodią na ustach happy birthday to you, happy birthday to you, happy birthday mr president, happy birthday to you my own president.




I kiedy telefon nie dzwoni - wiem, że to Ty.


niedziela, 4 listopada 2012


Dźwięk Jego głosu nie rozbrzmiał, a uderzył w całą przestrzeń z mocą tak ogromną, że straciłam wzrok na kilka sekund. To tak jakby ktoś umarł, odszedł, a po kilku latach słyszysz dobiegający telefon z pokoju, idziesz spokojnie, nie spodziewasz się niczego, odbierasz i przez chwilę wydaje ci się, że śnisz, a potem, że dusze zza światów zainwestowały w telefonię komórkową i łączą się tym sposobem z duszami, które jeszcze posiadają fizyczność. 
Mój duch mówił długo. Głównie dlatego, że mnie zabrakło słów. Z każdym wyrazem wracało więcej wspomnień, to jak bieganie po datach za pomocą super szybkiego wehikułu czasu. 
Teraz. Teraz, gdy moja egzystencja stawała się ciut lżejsza, całkiem znośna, dla mnie. Budziłam się, śmiałam się, kawa, fajki, kawa, spacer, ludzie, perwersyjne zachowania chłopaka z tramwaju i moje, o co pewnie nikt by mnie nie podejrzewał, nasze mini randki w ciasnym środku komunikacji, spojrzenia, muśnięcia rąk, oblizywania i przygryzania warg. Polubiłam go. Na tyle bardzo, jak można kogoś lubić, nie zamieniając z nim słowa. Może bardziej za gust muzyczny, który poznałam dzięki głośności słuchawek w jego uszach i widoczne zamiłowanie do tatuaży i piercingu. To z pewnością to, tak się usprawiedliwię. Zresztą, kto by tam mnie za to osądzał. Nawet Ty byś się nie ośmielił, choć mogłaby to być ostatnia rzecz, o jaką można mnie podejrzewać. Kiedyś. Zmieniłam się, wiesz.
Jasne. Czemu nie. Możesz odezwać się raz na jakiś czas. Święta, urodziny, imieniny, dzień babci, cioci, buta, psa, drzwi, pewnie. Przecież to nic takiego. 

piątek, 2 listopada 2012


20.10.1984 - 01.11.2012



/ Żadnego sentymentalnego pieprzenia, zachowam to dla siebie, nie najłatwiej. Chciałam jedynie jakkolwiek uczcić Twoją pamięć, Mitch. Nigdy się z tym nie pogodzę, RIP.
You only live once so just go fucking nuts.

czwartek, 1 listopada 2012

Cześć, jedna rozmowa, cześć, nie mam żalu, mów do mnie cokolwiek, mrucz, nuć, ale nie milcz, nie wiem, t ę s k n i ę - t ę s k n i ł e m, cholera, to źle, ja też, czasami, pamiętam, b r a k u j e mi nas, gdzie jesteś, w r ó ć m y na chwilę, upijmy się, n i e z a p o m n i a ł e m, co się zmieniło, czy pachniesz tak samo, czy lubisz te same rzeczy, c z y m a s z k o g o ś, trzy lata, wiem, trzy lata, wszystko się zmieniło, nie wszystko, śpię z twoimi wierszami, pieprzysz.
/ Śnię chyba. Drga coś, na tyle lekko, że mam silę cofać. I wiem, nie wrócę. Też tęsknię. Bardziej niż chcę. Ale nie za Tobą.
Nie jestem tym, kim byłam, wiesz to. 

środa, 31 października 2012

wrapped in piano strings



Pożegnania to najgorsza pora doby.







widzę samoloty
wylatują z klatki piersiowej
wypełniają powietrze
i palą się i ukrywają, zupełniej jak reszta
niewiele słów mogło mnie otworzyć
ale ty znałeś je wszystkie
teraz po prostu śpię pod twoją podłogą
mój duch próbuję tylko zatrzymać twoje ciepło
zobaczyłam koniec, przegrałam wojnę


poniedziałek, 29 października 2012

carousel


Nie mów słowami.

Przymykam oczy i znika świat na moment, umyka mi wolno z rąk.

Wspomnienia to wcale niemało. To moja dusza z przeszłych dni, rozkoszne aromaty i delikatne tkaniny. To wszystko, kim kiedyś byłam, kim razem byliśmy, tak mam je namalowane w głowie.

Dzisiaj jednak nie Nim się upijam, nie Jego widzę, nie Nim oddycham. 


Cholera, cholera. Moje ulubione słowo ostatnio, wszystko zaczyna się lub kończy 'cholerą', dzień noc, wszystko co pomiędzy.


piątek, 26 października 2012

invented


Och, chłopcze. Ilekroć moja myśl łapie Cię w sobie - drżę, jestem więc dygocącą bombą. Trzymaj mnie zatem blisko, przy Tobie nie mam odwagi wybuchnąć, na zawsze zniknąć.
Z deszczu pod rynnę.







y o u ' r e    i n    m y    h e a d    n o w 


wtorek, 23 października 2012

bad girl


Pomyślałam o nim raz przez cały dzień i zaśmiałam się, jak psychopatka. Stało się obojętne, co robisz, gdzie jesteś i co się z Tobą dzieje. Moją głowę zajmują właśnie inne myśli, które może wcale nie uspokajają, ale wprowadzają tyle magii. Z nimi właśnie zasnę, z nimi też się obudzę. Jak dziś. 

Poniżej pan Devendra Banhart, z którym spędzam dzisiejszy wieczór. Ponownie staje się on obiektem mojego uwielbienia, pod wszystkimi możliwymi względami. Cudowny głos, teksty, poza tym jest cholernie przystojnym mężczyzną, ideał. Jest ktoś kto mógłby temu zaprzeczyć? Nie sądzę! 
Pora wreszcie zasnąć. Uciekam odrywając się od rzeczywistości przy kawałku Bad Girl, dobranoc.






























please, don't ever let me say that again

poniedziałek, 22 października 2012

last time


Bardzo chcę pozwolić temu odejść. Jest Cię tu coraz mniej, chcę moje życie z powrotem. 





i t   c o u l d   b e   o v e r 



sobota, 20 października 2012

s e r c e


Szaleństwo, czyste, brudne, złe, dobre, szaleństwo. Ja w nim, Ty w nim, kucyki, różowe falbanki, koronki ecru, tylko czas - ciasna trumna zdobiona złotem, która do tej pory nie znalazła swojego miejsca w ziemi. Mogę to lubić - przyznaję - gnić, rozrywać, szarpać, wyrywać, łamać, pękać, drapać, śmiać się, płakać, językiem dotykać czubka swoich fobii. Nauczyłam się żyć z tym w symbiozie, mówię 'cześć, dziś mogę być zajęta, ale jutro znajdę chwilę na wszystkie bolączki' - i tak właśnie moje bolączki nachodzą mnie o umówionej porze, a czas mija nam zwykle wolno, przy kawie, leżąc na łóżku obok siebie, które dla nas to nic innego, jak statek, który może nie ma steru, ale gdzieś nas prowadzi. A czasami tylko wichura może nas uspokoić i wtedy milimetry dzielą wszystko od przepaści. 
Nic. Dzisiaj Nic ma Jego imię i może to serce jest z kamienia, ale jakże szlachetny to kamień! 





n o t   t o d a


czwartek, 18 października 2012

better


Nie mam dziś głowy do podróżowania w czasie, zajmowania i tak zmęczonych myśli trudnym rzemiosłem, jakim bezsprzecznie jest tęsknota, dzisiaj bowiem - mimo kilku nieistotnych niuansów, jak spóźnienie na tramwaj, a potem na metro, za każdym razem o minutę! - czuję się lepiej niż zwykle. To najpewniej podekscytowanie - o godzinie dziewiętnastej na świat przyszła moja mała siostrzyczka cioteczna i już nie mogę się doczekać, kiedy utulę tę kruszynkę! Uwielbiam dzieci, zawsze chętnie spędzam z nimi czas i już nawet przywykłam do bycia rodzinną nianią! Każde z osobna to kwadrylion radości i już jestem pewna, że jeśli kiedykolwiek zostanę mamą mój maluch będzie rozpieszczony najbardziej na świecie! :-) 
Za tydzień lecę wraz z Anitą do Polski, zostaniemy trochę dłużej niż ostatnio. Cieszę się, cieszę się, na myśl o tym, że spędzę z Nimi masę czasu, na myśl, że zasnę wreszcie z najukochańszym kotem na świecie, na myśl o babci pomidorówce, papierosach na ganku z kawą, na myśl o wszystkim! 
Idealnie wszystko zgrało się w czasie, mam nadzieję, że moje podekscytowanie uśpi na dłuższą chwilę wszystkie niepokoje. Zwłaszcza teraz, gdy zamartwiam się po tysiąckroć. 


moje nowe uzależnienie - kakao z piankami jojo! najlepiej. 


d o b r a n o c


poniedziałek, 15 października 2012

memories



Tęsknię za naszymi posiadóweczkami, imprezami, za waszymi mordami, kawą i papierosem wieczorem u mnie na ganeczku. Cholera, nie spodziewałam się, że tak szybko mi tego zabraknie. 





Chce mi się do was.


niedziela, 14 października 2012

blackberry stone



Jego niewymiarowy oddech powoduje w mojej głowie szok termiczny. Każdą komórkę powierzchni mojego ciała przechodzą nie dreszcze, a pioruny! Pioruny, pod wpływem których na samą myśl wyginam się w fantazyjne kształty, a moje myśli... No właśnie. Albo ich nie pamiętam, albo wcale ich nie ma. O ironio, tak pochłonęło mnie jego cierpienie, że nie widzę dokąd zmierzam, płynę pod prąd, wbrew obietnicom, które złożyłam bogom, nim spróbowałam go uratować. Osądzą mnie, moje intencje nie były szczere. Nie byłam jedynie aniołem, próbowałam być kobietą. Blisko. Najbliżej, jak się da. Już więcej grzechów nie pamiętam. 





W y o b r a ź    m n i e    s o b i e ;   n i e    z a i s t n i e j ę ,   j e ś l i    m n i e    s o b i e    n i e   w y o b r a z i s z .


czwartek, 11 października 2012

erase me


chcę pisać o tobie
twoim imieniem wesprzeć skrzywiony płot
zmarzłą czereśnię
o twoich ustach
składać strofy wygięte
o twoich rzęsach kłamać że ciemne
chcę
wplątać palce w twoje włosy
znaleźć wgłębienie w szyi
gdzie stłumionym szeptem
serce zaprzecza ustom
chcę
twoje imię z gwiazdami zmieszać
z krwią
być w tobie
nie być z tobą
zniknąć
jak kropla deszczu którą wchłonęła noc
      
                                                     
                                                                Halina Poświatowska





Mumford & Sons - Home.mp3
/ you would of loved it here tonight.


środa, 10 października 2012

nothing works

Leżę, próbuję udawać przed sobą, że mnie tu nie ma, że jestem ptakiem, który dopiero co się wykluł i niczego nie pamięta. Próbuję, znowu. Moje uczucia to ciągle syzyfowa praca, bezcelowa, nie mająca końca. Powinnam coś zrobić, odciąć się od świata, ludzi, bo dopóki jestem tym, czym jestem teraz nic nie mogę zrobić, nic nie ocalę, nie dam żadnego ukojenia, nie zapewnię bezpiecznego snu, a tylko zarażę bezsilnością, pogłębię pustki, rozerwę bardziej. 
Sen. Miałam nadzieję, że sen pozwoli mi uciec. Jesteś nawet tam. I widzę, jak życie ucieka ze mnie, kapie, spływa razem z gorącą wodą w wannie. Wyobrażam sobie, że łapię ból za barki i topię go, za szybko otwieram oczy, słabnę, mam nadzieję, że jutro nie będzie mnie wcale. 
Nie zdefiniuję tego, przecież nie chciałabym nawet żebyś tu był. Po prostu stoję przodem do przeszłości, patrzę na nas, na dwoje splecionych ze sobą rąk, na dwie dusze dzielące te same sny - najstraszniejsze i najsłodsze, i nie wierzę, po prostu nie wierzę, że ktokolwiek może do mnie lepiej pasować, niż Ty. 




♪ Lucia - Silence.mp3

w a k e    m e
s a y    y o u    w a n n a    w a k e    m e
s a y   y o u   w a n n a    w a k e    m y   l i f e



wtorek, 9 października 2012

stop


Staram się, wypruwam sobie żyły, używam ich jak pędzli do zamazywania obrazów przeszłości. Muszę być tchórzem, stoję przed drzwiami do zapomnienia, nie umiem ich otworzyć. To przecież mój wybór.
Co jeśli mogę Go kochać bardziej niż dźwięk złamanych kości? A co jeśli nie? 
Obiecuję sobie, że to odejdzie.






♪ Counting Crows - Untitled Love Song.mp3
/ nie mogę zasnąć, jutro znowu będę żywym trupem.


niedziela, 7 października 2012

zero


Mówią, że nie jest wart zachodu, ja jednak wiem, że to zachody nie są warte Jego.
Mimo wszystko. 







♪ Matt Walters - I Would Die For You.mp3
like it didn’t hurt

piątek, 5 października 2012

fake diamonds



Zabijam się, z powodzeniem. Nie śpię, nie zasnę, nie, nie, nie. Czuję się, jakbym wpadła do głębokiej, suchej studni, w samym sercu pustyni. I nikogo tu nie ma, nikt nie widzi, nie słyszy, nie przypuszcza, gdzie mogę być. Nawet Ty.





i'm like a child who belongs to nobody
so i wear you like my clothes - hold you close to my body
because you hurt so good
feel so bad, honey, 
i just want you to want me




Lana Del Rey i Maria Peszek są jak gruby i miękki materac, który czeka na mnie na końcu upadku. 
Chociaż tyle.


czwartek, 4 października 2012

hello, hello, where did you go?


Zabrałam Go do brudnego i ciemnego raju, byłam pewna, że mam kontrolę, że hamulce pod moją stopą działają bez zarzutu i mogę ich użyć, gdy tylko pozwolą mi na to moje opętane Nim zmysły. Naiwnie. Moje zmysły nie były w stanie porzucić chwili rozkoszy, a hamulce - cóż, nawet gdybym tylko miała odwagę ich użyć, zapewne okazałoby się, że i one posiadają defekt, całkiem niezależny ode mnie. 
Zgubiłam Jego rękę, Jego głos rozpuścił się w słodkim zapachu powietrza, dotąd tylko mój brudny, ciemny raj pochłonął mojego ulubionego chłopca i zabrał mi Go, za łatwo, za szybko, za bardzo. 
Robię wszystko, co mogę, mam nawet złote paznokcie. Nic nie sprawia, że czuję się, jak wtedy, że czuję się, jak królowa świata.

Martwię się o ludzi obcych, lub tylko wydaje mi się, że są obcy. Bezradność rozkłada mnie na czynniki pierwsze, doprowadza do obłędu, wysyłam w myślach milion wiadomości, zapas wiary, i oby tylko telepatyczna poczta nie szwankowała. 






♪ Lana Del Rey - Damn You.mp3
nie będę płakać do poduszki, jeśli to zrobię, umrę.


środa, 3 października 2012

happines

Jestem z powrotem w Sztokholmie. Podróż wyssała ze mnie resztki i tak marnych sił, które spożytkowałam przez te kilka dni z Nimi. Jakże wspaniale było poczuć przez chwilę wszystko to, co czułam zanim się rozstaliśmy. Przy Nich zapominam o wszystkim, nic złego nie ma znaczenia, czuję się jak w mydlanej bańce, którą nie sposób zniszczyć jednym, ledwo wyczuwalnym dotknięciem. 
Szaleństwo, które obezwładnia nas razem działa na mnie tak kojąco. I to tak cholernie irytujące, że nie mogę być bliżej, najbliżej i przytulić i trzymać za rękę i słuchać. Tyle. 

Przez ostatni czas w mojej głowie nie pojawił się nawet Jego cień, ani razu nie słyszałam Jego głosu, nie trzymałam go w najcieplejszych myślach przed zaśnięciem. Ale teraz wróciłam, mam czas na kawę, na melancholię i nostalgię, które jesienią towarzyszą mi niemalże codziennie. Mam również najczulsze wspomnienia, a ilekroć chcę przywołać najczarniejsze sceny, widzę Twój uśmiech i od nowa zamieniam się na miejsca z Alicją błąkającą się po Krainie Czarów.


Planowałam od dawna zmianę koloru włosów, niezwykle trudno było mi się pożegnać z ombre, ale cóż - stało się! Jestem zadowolona z efektu, cholernie lubię moje nowe włosięta, choć pewnie pokuszę się o kolejną sesję rozjaśniania. Dziękuję, droga Aleksandro! Za zmianę na mojej głowie i... Cierpliwość! 


***
Zastanawiam się, jak to możliwe, że jeszcze nie zasnęłam, zmęczenie czuję zewsząd, najwyższa pora uśmierzyć tę mękę i zmrużyć oczęta. Dobranoc!


środa, 26 września 2012

start


Nie chcę być dziś żadnym uosobieniem twoich pragnień, próbuję tylko zmieścić mój wszechświat w kolorze paranoicznej specyfiki twojego umysłu. I przeraża mnie - tak, przeraża - jak to ładnie się ze sobą komponuje, jak to mocno intryguje. Uczucia podobne tej samej, ciągle niezaspokojonej ciekawości i nienasyconej ochoty na wszystko, co znajduje się w promieniu metra od Ciebie. Zupełnie jak na początku. 
Leżę w łóżku i czuję się jak w kinie oglądając moją własną miłość od nowa. Choć być może nie powinnam TEGO już tak nazywać.
Ale wierzę. Wierzę nawet, że ziemia to nie tylko okrągła, twarda skorupa, ale i kula szczęścia, która dyskretnie nas pochłania. 


♪ Blink 182 - I Miss You.mp3
Co jakiś czas powracam do tej piosenki, jest jak idealne tło do obrazów, z którymi zasypiam i które mogę mieć już tylko w swojej głowie.

wtorek, 25 września 2012

untitled




Ten wiersz zajmuje się językiem na bardzo prostym poziomie.
Patrz, jak do ciebie mówi Wyglądasz przez okno
lub udajesz niepokój. Masz go, ale i nie masz.
Tracisz go, on traci ciebie. Tracicie siebie nawzajem.

Wiersz jest smutny, bo chce być twój, a nie może.


John Ashbery

piątek, 21 września 2012

full of nothing


Niektóre wspomnienia są jak rozgrzany kaloryfer na przeziębione dusze. 
Czasami marzę o przycisku, za którego pomocą zresetowałabym całą swoją pamięć, a czasami - tak, jak dziś - jestem wdzięczna za to, że nie umknęły mi nawet nic nie znaczące szczegóły, jak kolor moich paznokci, t-shirt, który miałeś na sobie, czy stos książek, które leżały na stole. 


środa, 19 września 2012

autumn

Nie potrzebowaliśmy się. Oboje nie wierzymy w miłość, choć abstrakcja nie jest obca w naszym życiu.
Niezmiennie, nie potrzebuję Cię.
Ja nie, z pewnością. Ale moje serce, które stanowi indywidualność we mnie - najprawdopodobniej, tak.

Lubię to miejsce. Ludzi, widok z okna, oswajającego się kota, metro, tramwaj, bieganie, szkołę. Całe to miasto jest mi bliskie. Należę tu.
I czuję już jesień.
A to pora, gdy kawa, gruby sweter, parapet są jeszcze bardziej atrakcyjne. I ma to wszystko więcej magii. I czuję się cieplej. Od wewnątrz.






s t r a n g e    f e e l i n g s

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

reasons strange

Próżno szukać mi snu w kwadrylionie chaotycznych myśli. 
Herbata, tło w postaci rozczulających nut, widok z okna, do którego się przyzwyczajam. 
Odrobina mnie w pustce po Tobie.






♪ Bonobo - Stay The Same.mp3
a little bit of you

sobota, 25 sierpnia 2012

tainted

Ten pokój nocą staje się moim własnym grobowcem, ciemność wypełnia zakamarki, a odgłosy mojej płaczliwej duszy stają się mroczną pozytywką.
Ale nie ma Cię. 
Po prostu nie ma.
I nie zmieni tego żadne światło poranka, milion spadających gwiazd, czy modlitwa, w którą i tak nie wierzę.


♪ The Offspring - Fix You.mp3


piątek, 24 sierpnia 2012

hold on


Pomóż mi. Cokolwiek. Otwórz mnie, jak ulubioną książkę i czytaj bez słów. Daj mi powód, dla którego zdobędę się na odwagę i powiem ci o każdej drzazdze, która we mnie ugrzęzła.
Jeśli i ty mi pozwolisz, wezmę twój ból i zachowam w sobie. Będę go nosić wewnątrz, jak nosi się ulubioną biżuterię. Postaram się przestać go pielęgnować, by na końcu dać ci jego resztki, marny popiół, który nigdy więcej nie spróbuje cię zabić.


♪ Angus & Julia Stone - I'm Not Yours.mp3


niedziela, 19 sierpnia 2012

nothing



Napisałabym o obawach pulsujących parą w żyłach, o defektach serca, jego kolizjach, ale prócz ciszy rozcieńczonej mną w tobie - nie czuję nic. Napisałabym o pająkach, które z duszy robią mi piwnicę, o ułomności uczuć, ich ślepocie, ale prócz spokoju chłodzącego mi głowę - nie mam nic.


piątek, 17 sierpnia 2012

sparks


Jestem śmiertelną chorobą, która może w każdej chwili przerwać akcję twojego serca. Spróbuj trzymać się z daleka. Profilaktyka jest najlepszym lekarstwem. 

Nie chcę    n i k o g o   w moim życiu. 
Piekło, którym władam krzyczy bezdźwięcznie słowo NIE. 
Ulegam.
Drętwieję.

Doglądam mój kres.



sobota, 11 sierpnia 2012

ghost

Zaraz siódma. 
Czasami mam wrażenie, że rzeczywiście jedynym skutecznym sposobem na zapomnienie jest wszystko, co sprawia, że mój umysł zalewa niepokojąca fala lekkości, złej, najgorszej. To takie proste. Popijam letnią herbatą najzimniejsze wizje, mam nadzieję, że toną, że nie obudzą się we mnie więcej. Patrzę na nowy dzień, drażni mnie jego jasność, nie pachnie tak, jak lubię. Nie mam bladego, zielonego, jakiegokolwiek pojęcia, jak to możliwe, że z taką irytującą łatwością przychodzi mi wszystko, co wprowadza jeszcze więcej chaosu. Związałam sobie ręce, zamknęłam oczy na rzeczywistość. Tworzę z cierpienia sztukę, pielęgnuję je mocno, na miarę swojego najlepszego dzieła. 

I jestem potwornie zmęczona.





g w a ł c i s z    m ó j    s p o k ó j 

piątek, 10 sierpnia 2012

fire

Kurz twoich słów osiada na mojej skórze, przedostaje się do wewnątrz, nie krew, a błoto przemierza korytarze moich żył. Jestem marionetką rozpaczy, gram główną rolę w marnym teatrze, gdzie scenariusz najpewniej przewidział dla mnie koniec. Czuję się jak matka pustki, jak owoc grzechu, jak błąd twojej historii. Niewiele wiem o tym, jak być wystarczająco dobrą. W przeciwieństwie do zdolności, jaką posiadam do odbierania sobie rzeczy, które stanowią dla mnie świętość. 









***
I'll never let myself forget you.


czwartek, 9 sierpnia 2012

collide



Gdyby tylko dało się cienką linią oddzielić od niechcianego czasu, ożyłabym. 
Potrzebuję zniknąć na chwilę. 







Umieranie jest sztuką, tak jak wszystko inne. Robię to wyjątkowo dobrze.


poniedziałek, 6 sierpnia 2012

bang

Mam ból wypisany w oczach, więc nie pozwolę Ci w nie spojrzeć. Próbowałam pogodzić się z czasem, zamknąć oczy, zatkać uszy, zrobić z uczuć krwawą miazgę, po której wkrótce nie byłoby śladu. Udało się, wszystko to miazga, łącznie ze mną, z każdą częścią, która do mnie należy. Nie mogę nic zrobić, czerń jest bezlitosna, wyżera każdy kolor i radość tworząc jedynie szare chmury dymu. I obawiam się o wszystko, ledwo mówię i ruszam się, pętla wokół mojej szyi zacieśnia się bardziej, ale nie potrafię nawet odejść. Dławię się wszystkimi lękami, ciągle próbuję, ciągle wszystko na nic. Widzę jak świat od nowa przybiera kształt pistoletu, który zaraz samoistnie znajdzie we mnie cel. Nie mam siły, żeby uciec.







♪ Phantogram - All Died Up.mp3

czwartek, 2 sierpnia 2012

empty

Czekałam na ten dzień, poświęcając Woodstock, który planowaliśmy od dawna. Nienawidzę, gdy rzeczy na których mi zależy, mijają mi koło nosa, a jedyne co mogę zrobić to tupnąć nogą ze skwaszoną miną. Nie, to nie kwestia tego pieprzonego festiwalu. Przygotowywałam się, nie narzekałam, znosiłam to z taką pokorą, o którą nawet bym się nie podejrzewała. Wszystko po to, by ostatecznie się rozczarować i usłyszeć, że potrzeba więcej czasu. Co to znaczy więcej czasu? Nie chcę dłużej czekać, nie wiem, czy sobie z tym poradzę. Nie potrafię nawet o tym mówić, znowu okazuje się, jak to bardzo emocjonalnie podchodzę do wielu spraw. Źle, źle, źle, dawno nie byłam tak rozbita, próbuję jakoś wstać, zebrać się w całość, wmówić sobie, że to tylko próba, ale czuję się tak cholernie słabo, że wszystkie słowa bledną zanim jeszcze wyjdą z moich ust.
Dobrze, że mam Was - pukających mi w okno w nocy, wyciągających na spacer, dzwoniących co chwila.
A resztę całkiem niepotrzebnych mi w życiu ludzi próbuję eliminować, nie chcę tracić czasu, zwłaszcza teraz, gdy zostało go tak niewiele.
Obrażajcie się, fochajcie, it's on top. Anyway, i don't mind.



Jestem dzisiaj chaosem, podobnie jak ten wpis. Who cares.
Muszę wrócić do wierszy, długa noc przede mną, długopis, kartka - zbawienie.



Tak na marginesie wypadałoby wreszcie podziękować Wam za te wszystkie miłe wiadomości, zatem DZIĘKUJĘ.


środa, 1 sierpnia 2012

drive darling, drive

Niepielęgnowane kwiaty schną, schną, aż wreszcie przychodzi moment, kiedy stają się tak suche, że kruszeją. Moje uczucia stworzono na podobieństwo kwiatu - rozpadają się w pył, tańczą z powietrzem, giną z pola widzenia. Starałam się, mocno, do krwi, do kości, ale wszystko to wciąż za mało, więc strach podchodzi blisko, karmi złudzeniami.






wtorek, 31 lipca 2012

sign

Mam wielką nadzieję, że niebo po którym stąpam szybko nie pęknie, że wszystko, co tchnęło we mnie życie nie odejdzie za prędko. Dobranoc.
16 dni.

















 show
me
your
sign




niedziela, 29 lipca 2012

happiness

Mam za sobą intensywne dni, tak jak sobie obiecałam - przed wyjazdem robię wszystko, by nie tęsknić za mocno i nie za szybko. Pokomplikowały mi się plany z Woodstockiem, wypadło mi coś naprawdę ważnego pierwszego sierpnia i nie jestem w stanie tego poświęcić, możliwe że nawet nie chcę. Najprawdopodobniej dojadę drugiego wieczorem, znalazłam godnego towarzysza na dziewięciogodzinną drogę w pociągu. Jeśli coś mi się odwidzi, to zostanę tutaj z Anną, razem z jej wolną chatką, zapasem kawy, papierosów. Co brzmi równie atrakcyjnie.
Jest cholernie dobrze. Poznałam tyle nowych, ciekawych, intrygujących ludzi, mam nadzieję, że na dłużej zostaną w moim życiu. Są też tacy, których odkrywam od nowa, ich dotąd mi nieznane twarze, szczerość, przede wszystkim szczerość sprawia, że zaczynam się przywiązywać. Co i tak pewnie nie wyjdzie mi na zdrowie, wyjeżdżam, już szesnastego sierpnia, czasami o tym zapominam. Pojawię się tutaj dopiero na przełomie końca września i początku października. 
Właściwie - nie mogę doczekać się powiewu nowości, wielkiego miasta, innych ludzi. Większa część mnie niezmiernie się cieszy, a pozostałą i tak ledwo co słyszę. 

Mimo drobiazgów, kompletnie nieistotnych, jestem pewna, że nie wymyśliłabym sobie lepszego życia.



cześć jestem Nadia i lubię oglądać bajki z Pauą


 





sobota, 21 lipca 2012

piątek, 20 lipca 2012

keeper

Próbuję nie być żadnym jego końcem, rozumiesz. Uczucia grają teraz role zbędnych, zepsutych zabawek, przynajmniej te moje. Może źle to zabrzmi, może chłodno - nie dbam o to - tak jest mi wygodniej, to jak chodzenie po letniej, nagrzanej łące. To nic wielkiego. Potrzebne było mi ciepłe i miękkie serce, bo takie najprościej spoić strachem i zabić. Chciałam tylko w żyznej ziemi - Tobie - zasiać nicość. Wszystko po to, by po chwili pójść dalej, odejść na zawsze, na zawsze zapomnieć.
Starłam w pył kolejne dusze.


Młodo umrę, spalą mnie na stosie za moje szaleństwa. 







A już jutro wreszcie zobaczę moją kochaną Mamcię. Niby tydzień, a stęskniłam się w cholerę.



czwartek, 19 lipca 2012

night with yellowcard



" spokój ponad kwitnieniem rozpostarty,
a tego nie można słowami - tylko ciszą. "










i should've told you everything

środa, 18 lipca 2012

alien










she has two arms to hold me
and four legs to wrap around me
she's not your typical girlfriend 

SHE'S MY ALIEN

poniedziałek, 16 lipca 2012

art


Jestem dziś prawdziwa dama, słuchającą pięknych francuskich melodii, cieszącą oczy dziełami najwybitniejszych artystów. Zawsze marzyłam o tym, by umieć malować. Zazdrościłam tym, którym z łatwością lub nie, wszystko jedno, przychodziło dokładne oddanie rzeczywistości na papierze, płótnie. Dzisiaj zdecydowanie mocniej przemawia do mnie abstrakcja. Moje oczy interpretuja ja na swój własny niewymuszony sposób. Ile dusz błąka się po każdym pociągnięciu pędzlem, zarysie ołówka, ile serc zgniło w pięknych, złotych ramach. Na próżno.








just
let
it
be

niedziela, 15 lipca 2012

garden

Myślę, że przeżywam coś ważnego. Że to może być przełomowy moment w moim życiu, a na pewno jego początek. Dokopuję się do grobowca, w którym pochowano dziewczynę, która kiedyś byłam. Czuję jak powracam, jak rosnę w siłę, jak strach we mnie ślepnie i kuleje, rozpada się.




i
want
you
to
hurt 
me

piątek, 13 lipca 2012

pain & pleasure


Potrzebuję kogoś silnego, kto byłby w stanie znieść najgorsze tortury, kogo mogłabym zabić. I kto zabiłby też mnie. Na chwilę. Po prostu chcę coś poczuć, a to chyba najłatwiej.






Anita z Łukaszem już śpia. Daję im czas do czwartej i budzę ich na kawę i fajki. Niech sami zobacza, jak jest pięknie o tej porze.

czwartek, 12 lipca 2012

change

Czuję się nieśmiertelnie, a to sprawia, że z odwaga wychodzę na przeciw rzeczom, w których wreszcie nie pokładam nadziei. Wcześniej bałam się rozczarowania oraz tego, że trudno będzie mi poskładać wszystko w spójna całość. Zwątpiłam w sama siebie, w to kim jestem, pozwalając tym samym, by strach, niepewność i ślepa wiara w coś, co dawno przestało istnieć przejęły nade mna całkowita władzę. Wyleczyłam się z wszystkich słabości, wskrzesiłam wszystkie dobre obumierające  uczucia. 

I jest mi szalenie dobrze.






♫ Deftones - Change.mp3

środa, 11 lipca 2012

early morning

Wczesny poranek z perspektywy mojego okna, zdjęcie z przed chwili. Dzień się obudził, pora spać. Nic się nie zmieniło, jest mi cudownie, mam nadzieję, że wszyscy śpicie dobrze.





Nap­rawdę są ta­kie dni, w których ma­my wszystko. 

wtorek, 10 lipca 2012

gap

Piątek - (niby) koncert, miasto, sobota - urodziny Aleksandry, powroty do domu rowerem o czwartej rano, lubię! Niedziela - miało być ognisko, zbierało się na burzę, więc zostaliśmy w domu, kibicując wcześniej naszym siatkarzom, którzy ostatecznie pokonali trzy do zera reprezentację USA, wygrywając tym samym Ligę Światową!
Miły wieczór, miła noc, jesteśmy trochę popierdoleni i dobrze! Za to dzisiaj czuję się bardzo nie ok, mdli mnie od samego rana. Kreto, zrobił pyszną jajecznicę na śniadanie, nawet Maurycy pokusił się o skosztowanie i chyba mu smakowało! Potem czekaliśmy na Anitę i Annę, coby popływać w stawie, ale długo zeszło im na mieście i ostatecznie pojechałam z Kretem nad okoliczny, niewielki zbiornik wodny, dawno tam nie byłam, oprócz jeszcze większego syfu nic się nie zmieniło. 
Trochę pospałam, niedawno wstałam, a właściwie zostałam brutalnie obudzona przez Patrycję i Annę błyszczykowymi, obślizgłymi buziakami, które odcisnęły chyba wszędzie, potwory! A teraz herbata, The Kooks, rozmowy nocą i takie tam, hehe. 


niedziela, 8 lipca 2012

fast

Oh, ah, oh, ah. Jakże barwny i słodki świat stał się dla mnie w przeciągu ostatnich dni. Mój wyborny humor utrzymuje się już dość długo i nic nie zanosi się na to, by mogło to ulec zmianie. Nawet teraz nie potrafię przestać szczerzyć się sama do siebie, jest tak błogo i cudownie. Powodów można by doszukać się wszędzie, dosłownie. Leżą tak blisko nas, ale czasami jesteśmy zbyt leniwi, by trochę szerzej otworzyć oczy. Cenna uwaga - korzystamy z życia, oddzielamy się od wszelakich toksyn, uwierzcie, nie jest to tak trudne, jak się wydaje!
Bardzo dobry weekend mija. Nie marnujemy czasu, bawimy się, jesteśmy razem. Wczorajszy wypad na miasto zaliczam do udanych, nie byłam na koncercie, znacznie ciekawsze wydawało mi się konsumowanie wina w dobrym towarzystwie, co nie przeszkodziło mi w poznaniu chłopaków z łódzkiej kapeli, hahaha - sympatycznie, sympatycznie! Wróciłyśmy do domu po czwartej, całkowicie wykończone, zasnęłam ledwo dopijając herbatę.
Dzisiaj urodziny Patrycji i Oli, kolejna noc z moimi potworkami, can't wait. I na niedzielę też są już plany, ognisko i będzie też wyczekiwany przez babcię Kret z Igsonem, haha. 






she said LOVE IT ALL, LOVE IT ALL