poniedziałek, 5 grudnia 2011

MORE

Herbata za herbatą, do tego kokosanki, które zrobiłam popołudniu i którymi wszyscy się zachwycają, co wydaje mi się niemało podejrzane. Im bardziej próbuję się przekonać do przyrządzenia czegokolwiek w kuchni, tym bardziej utwierdzam się w tym, jak tego nienawidzę.
Męczę się. Ziewam, ciężko mrużę oczy, a i tak jestem pewna, że gdybym właśnie teraz udała się do łóżka, zasnęłabym co najmniej o 03:00. Nie, nie ma powodów do tracenia snów, chyba nie lubię spać w nocy. Chyba po prostu nie lubię dnia, jasności, jego jaskrawych kolorów, postaci w ich otoczce.
Biegam za sobą, nie potrafię się złapać, ani zrozumieć, ani nawet udawać, że się znam. Za dużo się dzieje ostatnio, znowu się rozpędziłam, znowu zwodzę ludzi, bawię się nimi, a kiedy najmniej się tego spodziewają - wypędzam ich ostatecznie z mojego życia. Nie jestem w stanie się przełamać, nie mogę udawać, że jest ktoś, kto może się z Nim równać.
A tu tyle nowych, cudownych ludzi wokół mnie, do których już zdążyłam przywyknąć.



I DESIRE THINGS WHICH WILL DESTROY ME IN THE END.