czwartek, 22 grudnia 2011

LET THERE BE LOVE

 Czytałam stare listy. Ile bólu może mieścić się w jednym słowie, jak bezkresną tęsknotę wyraża każde pojedyncze zdanie. Jestem senna, znowu męczy mnie w zaspanych myślach. Ty, Ty, Ty. Białe ściany, białe wina, ciągle Ty. Blade niepokoje, suchość w ustach, drętwość umysłu. Moje wyszczerbione serce spadło z dziesiątego piętra, milimetr śniegu zamraża wolno i tak znikome czucie. Czym jest więc strach przed nicością wobec próżni, w której ugrzęzłam?


Pauson: Anka, weź. Staczam się. Piję całe weekendy. Piątek zajebana, sobota zajebana. 
Anna: Spoko. U mnie będziesz piła tylko we wtorek, środę, czwartek, piątek, sobotę i niedzielę. 
<3 <3 <3
Tak, jadę do Anny na Sylwestra, to już postanowione. Kielcowe emosy - nadchodzę! 

Jako że moje horoskopy sprawdzają się niemal za każdym razem, postanowiłam przeczytać prognozę mojego życia na rok 2012 i mam wielką nadzieję, że tym razem również chociaż 80% ułoży się według tego planu. HAHAHA, okok. <ściana>