środa, 19 października 2011

ROLL AWAY YOUR STONE

To przecież jeszcze nie wiosna, a czuję ją w sobie za każdym razem, kiedy kwitnie w mojej głowie mała, dobra łagodność. Ostatnio często przyłapuję się na posiadaniu wrażliwości dawno już umarłej Sarah. Tonę w zapisanych kartkach, a gdyby porównać do czegoś słowa wychodzące spod mojej ręki, byłaby to czarna ziemia, w której wiją się glisty. 
 916 dzień. Nie wiem, ile jeszcze potrzeba mi czasu, by to przestało żyć swoim życiem w moich żyłach. Zawsze, kiedy już wydaje mi się, że ostatecznie cementuję tę pewność - wszystko patrzy na mnie tamtymi oczyma, uśmiecha się tymi ustami, a zamiast słów piosenki słyszę tylko jego imię powtarzane do rytmu.
Śmierć. Myślę o niej często, ubieram ją w kolorowe suknie wbrew stereotypom. Ale jakim trzeba być głupcem i tchórzem, by przekroczyć tę niewidzialną granicę? Jak bardzo trzeba być słabym, by pozwolić się jej uwieźć? Mam nadzieję, że nigdy się o tym nie przekonam. 
Dziękuję. Dziękuję, że chociaż tak często czuję się zagubiona, nieobecna i tak bardzo obca temu światu, mam w sobie tyle siły.






Darkness is a harsh term, don't you think?
Yet it dominates the things I see.