poniedziałek, 10 października 2011

NA KRAWĘDZI MIJANIA

Na strzępy rozrywa mnie nieobecność w obecności, obrywa ze mnie skórę każda pusta noc. Psuję swoje ciało, wiercę dziury w umyśle. Boję się siebie najbardziej, ja kat - nożownik. Znęcam się nad sobą, kuleję, umieram. Sączę własną krew z kielicha win, nie zgubiłam się, nie kłamię, ale nie wierz mi.




 Jeszcze jeden dzień minął, jeszcze jeden list pofrunął pasmem dymu.