środa, 31 sierpnia 2011

RUN, RUN

Czuję zapach bólu. Czuję jak opuszkami palców dotyka mnie po ramionach, próbuje mnie objąć. Wyobrażam go sobie w Twoich włosach, z Twoimi oczami, z wypukłością tych samych ust. Kusi. Próbuje mnie zniewolić, próbuje uczynić mnie słabą, zatyka moje usta, szepcząc raz po raz wiosenną modlitwę miłości. Słowa. Ból mówi źle, czemu i tak nie jestem w stanie się oprzeć. Tęsknoty i dreszcze. Zimna skóra. Pół martwe ciało i niemoc. Brudna woda spływająca po mojej twarzy i cierpkość. Jedyna czystość we mnie - biała wolność, przeźroczyste powietrze. Marzyłam o tym. A teraz kiedy rozrywają mnie lęki, bawię się toksynami. Ptaki dziobią moje oczy, zgniła trawa na naszej łące.
Muszę tam wrócić chociaż na moment.