sobota, 2 lipca 2011

FORSAKER

Nie lubię grubych ciał, ani ślepoty mojej duszy. Nie mam psa, który mógłby mnie poprowadzić, a kot nie jest w tym dobry. Moja świętość ginie w mule pod jego niby krystaliczną otoczką. A duma jednak nie śpi, ona jedna oczy ma szeroko otwarte, wypatruje z oddali, by go minąć.
Ponownie czuję się jedynie cieniem jego błądzącej dłoni w półmroku, na bladym różu ściany. Nie przeraża mnie to, nie budzi obaw, nie przyspiesza pulsu. Skupiam się na tym, że od świata oddziela mnie jedynie rozkoszny, waniliowy dym, a bezsenność trzyma mnie w uścisku starych, ukochanych słów i dźwięków.
Jeśli to możliwe, bym się bała, to na pewno nie bzy, ani wampir z ciałem motyla.