wtorek, 24 maja 2011

STRANGER

Moje usta. Przedmiot grzechu. Drętwieją, a gdyby posiadały aparat głosowy - krzyczałyby, z całych sił, do końca. I moje serce. Zimne, zgniłe mięso, które ściskasz w dłoni.
Papierosy - karetka w pogotowiu i kawa - najlepsi lekarze.
Stygnę. Świat wiruje, wariuje, krąży obok mnie. Strachy wypływają z pod mojej ręki. Nie ucieleśnię ich, nie nadam imion.
Czuję się tak nędznie i martwo dzisiaj, a pisanie to dobry respirator.