sobota, 26 marca 2011

HOVERING

W dobrym i szybkim tempie mija mi czas. Wczoraj do 01:00 siedziałam z Łukaszem i oglądaliśmy GĘSIĄ SKÓRKĘ (jakże mroczny serial z dzieciństwa!), zjedliśmy też pizzę, która mimo wszystko do nas dojechała i była nawet niezła. A dzisiaj z Agatą, Anitą, Krystianem i Konradem - siatkówka piłką do nożnej, domek na drzewie, maniury, niebo na wyciągnięcie ręki, słońce, zdjęcia. Jednym słowem całkowita beztroska, niekoniecznie wskazana akurat teraz.

Nigdy dotąd niebo nie było tak nisko, jak gdyby powoli opadało pod wpływem ogromnego ciężaru. Kiedy niespodziewanie runie mi na głowę - nie zastanawiam się. Ostatni łyk zimnej już herbaty, piękna kobieta w moim łóżku, sprawdzam w lusterku, czy ja to jeszcze ja, uśmiecham się. Kładę się obok mojej Marylin Monroe, czaruję, majstruję w snach.
Złoszczę się na siebie, nie lubię czuć, że znowu bezmyślnie przywiązałam się do człowieka.