poniedziałek, 31 stycznia 2011

DIRTY TIME

Nie mam ochoty na sen, ani na marnowanie czasu, znudziła mnie również gra w wyciąganie wniosków i ganianie za znakami zapytania. Biegam po wściekłym ogniu, płonąć nie jest źle, zwłaszcza, gdy nie parzy mnie już byle płomień. Czuję się przesadnie świetnie, zważywszy na bieg ostatnich wydarzeń, to trochę podejrzane. Może to jakiś podstępny plan neutralnej siły wyższej, która podejmując decyzje bawi się w wyliczanki. 
A dzisiaj znowu jestem obojętniejsza, aniżeli wczoraj, jutro pewnie będę jeszcze bardziej, aż w końcu całkowicie zamienię się w zimny, okradziony z jakiegokolwiek czucia kamień. 

Jeśli powinnam coś dodać, to te dzisiaj mogą dostać miano najpiękniejszych słów, jakie ktokolwiek, kiedykolwiek do mnie skierował. A mimo to ciągle nic, biała kartka wyrwana nieostrożnie z zeszytu, w którym kiedyś planowałam pisać miłość.




Słucham nowej płyty James'a Blunt'a, uwielbiam Go i chociaż starsze kawałki wydają się być bezkonkurencyjne muszę przyznać, że rozpływam się na każdy dźwięk Jego głosu. STAY THE NIGHT, GOODBYE MY LOVER, SHINE ON, czy CARRY YOU HOME - uwielbiam!



Wszystko, co chcę powiedzieć brzmi jak wyczerpana klisza, więc wpadnijmy we wszystkie rodzaje kłopotów!