poniedziałek, 4 października 2010

Rain

Nie pamiętam dokładnie o czym malowały się tamte bajki. Świtają mi pojedyncze, krótkie sceny, budzę się. Były listy w czarnych kopertach, nocne przejażdżki samochodem, były nawet mordercze walki z niewidzialnym szkłem, które w ostateczności okazało się być lepszym zawodnikiem.
A dzisiaj jesień, dzień numer 536, czas jest zabójcą doskonałym. Nie leczy ran, nie przyzwyczaja też do bólu. Jest moim wrogiem, nie potrafię nad nim zapanować, Ty też nie. I nie chcę wierzyć, że to może być jedyna rzecz, która dzisiaj nas łączy. 
I gdybym tylko mogła, zmieniłabym bieg ziemi, zmieniłabym wszystko. Skumulowałabym w sobie dostateczną ilość ciepła, skleiłabym wszystkie Twoje słodkie słowa w niewielką kulę i przyszyłabym ją sobie w miejscu serca.  Od ponad pół roku wynajmuję swoje myśli obawom, lękom, fobiom i Tobie. Ratujesz je, oczyszczasz mój umysł. Może to bezpodstawne już, dotąd nieznane mi, bezwarunkowe, jednakże tak silne uczucie określa się słowem, którego tak panicznie się boję i przed którym tak niebezpiecznie uciekam?

Augustana. Wróciło mi, znowu.